POSKRAMIANIE ZŁOŚNIKA

Co zrobić gdy maluch, który jeszcze nie umie mówić ani tupać, zachłystuje się płaczem i się złości?
Zawsze przestrzegam rodziców ,żeby nie do takiej sytuacji, że dziecko zaczyna płakac tak bardzo,że aż się zachłystuje, dochodzi do bezdechu. Rodzice czasami czytaja w różnych pseudoporadnikach "Daj popłakać dziecku , płuca mu się  rozwiną , niech się wypłacze " Nie. Bo to się  może utrwalić i wejść w nawyk . Jeżeli dziecko płacze albo krzyczy , należy je uspokoić. Nie trzeba koniecznie brać na ręce , bujać, nosić, wystarczy podejść do łóżeczka , odwrócić uwagę - podać zabzwkę dać napić się soczku, położyć na brzuszku.Nie ma oczywiście recepty, jak długo można pomarudzić, a kiedy jest to już rozpacz lub złość absolutna.

Nieco starszy maluch, dwulatek, już krzyczy, tupie, bije , zanosi się płaczem - zwykle na ulicy, w parku,centrum handlowym. DLACZEGO?

Zorientował się, że nie jest już częścią mamusi , tylko odrębnym , niezależnym bytem, i zaczyna to wykorzystywać . Nie przeciw mamusi ani całemu światu, ale po to , by zbudować podwaliny własnej tożsamości. To taki moment w zyciu małego człowieka, kiedy dostrzega , że on też coś może,Że ma na coś wpływ, Że jego działania przynoszą efekt. Nam, dorosłym, szczególnie mamom, ten efekt nie zawsze się podoba. Bo wiąże się z buntem malucha.

A kto by lubił, jak dzieci się buntują ...

Właściwie ,,bunt dwulatka" nie jest najlepszym określeniem. Po prostu dziecko zaczyna samo stanowić o sobie. Jest jeszcze maleńkie , ale już zauważa,że jak powie ,,Nie"!, to wszyscy zwracają na niego uwagę. i zaczyna mu się to podobać. Czasem więc tego ,,nie" nadużywa. Tylko że to nie jest bunt, to bardziej eksperyment na żywym organiźmie  mamusi. Nie jest tak , że maluch stal się niegrzeczny czy złośliwy. Po prostu bada granice. Zawsze powtarzam przerażonym rodzicom; ,,Dowiedz sie wcześniej , na czym to polega". Tylko wtedy, gdy maluch wkracza w taki okres, można zareagować tak, byście oboje wyszli z tego bez uszczerbku. Gdy wrzeszczy,,Nie chcę!"trzeba zapytać ;,,Nie ?OK, to co chcesz?".I dziecko wtedy nie będzie musiało protestować, tylko powie lub pokaże palcem;Chcę to". I wówczas nie będzie dominujące. podobnie z jedzeniem. Gdy odsuwa od siebie talerz z kaszką i mówistanowczo;,, Nie!", zapytaj;,,to co chcesz zjesc dzisiaj na śniadanie?". To jest też ten moment, gdy dziecko chce się samo ubierać i rozbierać, samo jeść łyżką bo zauważa, że choć może jeszcze nieporządnie , ale potrafi.  Rodzice często przekreślają tę pierwszą budzącą się samodzielność. Bo nie mają cierpliwości, by maluch sam sie ubrał, bo jedząc łyżką, nie zawsze trafi prosto do buzi, czasem upaprane jest całe ubranie i stół. Wtedy właśnie zaczynają się problemy. Bo dziecko protestuje. Po prostu nie chce być taką laleczką i kukiełką w rekach mamusi,jaką było wcześniej. Stąd ten bunt i złość.

Co z nimi zrobić?

Powinniśmy pomóc dziecku nazwac to,co czuje,,Jesteś zły, ponieważ  coś ci się nie udało. Rozumiem. To co możemy teraz z tym zrobić?-tak mniej więcej wyglądać rozmowa z malcem. Bardzo często rodzice zabraniają dziecku manifestowania negatywnych czy też ujemnych emocji. a przecie każdy z nas ma takie emocje i ma prawo z siebie wyrzucić . Oczywiście nie może sie zmienić w agresję. No , ale od tego jesteśmy my , dorośli , żeby pomóc dziecku w cywilizowany sposób wyrzucić tę złość ,,Przykro mi , że się złościsz .Masz do tego prawo bo coś ci się nie udało .Ja tez sie czasami złoszczę. To może potupmy? To trochę nam ta zlośc przejdzie"- to dobra propozycja. Maluch rozładuje złość i nie odwróci sie to ani przeciwko dziecku, ani innej osobie, która jest w pobliżu. Złość jest naturalną konsekwencją tego, że nam się sie cos nie udało , że coś się nam nie podoba. Kiedy przegrywam z rodziną w gry planszowe, też sie złoszcze . Ale moi synowie i mąż wiedzą , ze trzeba mnie wtedy rozśmieszyć , pokazac mi moją złość. ,,O , obraź się , obraź, zrób minkę "- śmieją się, a po chwili ja razem z nimi. Podobnie jest z dzieckiem, gdy nie wychodzi mu zapinanie guzika. ,,Czemu się złościsz, że ci się nie udało. Spróbuj jeszcze raz".Czyli nazwać i pomóc poszukać rozwiązania. Wtedy dziecko nie będzie musiało, wyzłaszczać  się tak strasznie.

Ale czasem złości się bez powodu.

Powód jest tylko na miarę malucha, a nie naszą. Dwulatek się denerwuje bo nie zawsze potrafi trafić łyżką albo nie umie wcelować piłeczka do wiaderka. My te umiejętności mamy opanowane i możemy jego złości nie rozumieć. To jest złosc z poziomu dwulatka. Inna będzie złosć z poziomu trzylatka, a jeszcze inna - czterdziestolatka. Co więcej , my, dorośli, nie rozumiemy czasem swoich powodów do złości. Wystarczy  spojrzeć na siebie za kierownicą , jak się czasem złościmy na innych kierowców. A dziecko wszystkiego doświadcza po raz pierwszy i czasem sie złości, bo jeszcze nie wie , jak zrobić. Zwłaszcza że maluch reaguję szczerze i spontanicznie. On nie tłumi złości.

No tak,dorośli potrafią panować nad emocjami, stłumić złość.
Ale tłumienie złości nie jest wcale dobre. Bo stad biorą sie często nasze frustracje, wrzody na żołądku, zawały serca i inne choroby. Nie umiemy wyrzucić z siebie złych emocji. Ale i dobrych również. Nie potrafimy się śmiać szczerze, głośno do rozpuku. Wystarczy spojrzeć , jak zanosi się od śmiechu noworodek albo niemowlę, aż czkawki dostaje, a potem jego śmiech robi się coraz bardziej kontrolowany. Bo wciąż jest strofowany;,,Nie śmiej się. No co się tak głupio śmiejesz?" Jak miło popatrzeć na narody południowe . Tam reakcje są spontaniczne, naturalne , niestłamszone przez reguły. A chowanie w sobie emocji, niezależnie od tego czy są dobre, czy złe, nie jest dla nas dobre. Terapeuci mówią ;,Wykrzycz się , wypłacz, wyzłość, powiedz co ci leży na wątrobie" i w drugą stronę ,,Śmiej się!".

Czyli pozwolić dziecku na to ,,nie" i na to tupanie przed sklepem?

Najlepiej nie dopuścić do sytuacji kiedy dwulatek musi tupać nogą. Jeżeli codziennie chodzimy na spacer do parku i zawsze skręcamy w lewo, a pewnego dnia maluch chce w prawo, to może warto iść w prawo. Tymczasem my często się upieramy, tworząc sytuację ,że dziecko zaczyna się buntować. A wtedy nie mysli już o niczym innym, tylko o swoim ,,nie". Jak za trzy razy wykrzyczy to swoje ,,nie', to już nie za bardzo pamięta o co mu chodziło. I potem mówi ,,nie"dla samego ,,nie", takie upieranie sie dla samego upieranie. Zawsze wtedy radzę ,żeby powiedzieć dziecku; Mówisz ,,nie"? To wymyśl inne rozwiązanie".Jeśli nie chce isc tedy, niech wskaze inną drogę.

No tak, i wybierze drogę dookoła świata.

No właśnie nam często brakuje cierpliwości , żeby maluch na przykład przez dwadzieścia  minut oglądał  mrówkę czy kamyczek. Bo my wciąż się spieszymy, ciągle zajmujemy sie czymś innym, mamy inny pomysł na spędzanie czasu. A maluch chce oglądać mrówkę. Nie rozumiemy , dlaczego tak długo. bo nam przeciez wystarczył rzut oka na mrówkę, a on ogląda ją już piętnaście minut i to nas wkurza. Tymczasem dbanie o prawidłowy rozwój dziecka polega na tym, żeby żeby maluch rozwijał się w swoim czasie, a nie w naszym. Bunt czesto bierze sie z tego, że dziecko musi się zmieścić w naszym czasie.

Czyli co? Ustępować?

Nie o to chodzi . Ustępowanie też nie jest dobre. Poza tym ustępowanie to efekt sporu. Chodzi o to ,by dać dziecku czas i możliwość poznawania świata w swoim tempie. A my często idziemy do parku, sadzamy je na huśtawkę, gdy ono chce akurat na karuzelę . A nie prościej, wchodząc na plac zabaw zapytać dziecko; Co chcesz robić ?". I to nie jest ustępowanie, tylko propozycja. Błędem jest wsadzenie dziecka do piaskownicy, żeby budowało babki, bo mama tak sobie wymyśliła. Dla dziecka ten wybór jest bardzo ważny, bo pozwala mu podjąć samodzielnie decyzje. Spróbujmy raz zapytać naszego dwulatka;,,Co chcesz robić w niedzielę ?", i spedzić ten dzień jak on chce.Nawet jaśli powie , ze chce siedzieć cały dzień w piaskownicy , to niech siedzi. Może to nie będzie nasza ulubiona niedziela, ale maluch nie wyrośnie na sfrustrowanego  nastolatka, a p[otem dorosłego. Często nasze dzieci muszą się dopasować do potrzeb i upodobań rodziców, a to nie do końca daje im szczęśliwe dzieciństwo. Nie chodzi o to,by nasze życie podporządkować dziecku, ale wszystko musi być świadomie przemyślane, żeby mogło ono robić różne rzeczy w swoim tempie.

A taka typowa sytuacja przed sklepem, kiedy dziecko tupie, kładzie się na chodniku i wrzeszczy wniebogłosy. może zwyczajnie nami manipuluje, bo chce wymusić nowa zabawkę?

Ale to też się skądś bierze. Takie sytuacje nie zaczynają się przed sklepem z zabawkami, tylko w domu, kiedy mama decyduje, co dziecko ma zjesc, jak sie ubrać , jak spędzać czas, o której ma pójść spać. Dziecko mówi ,, Nie! wymusza płaczem albo krzykiem to,co chce, i jednocześnie się uczy,że jego krzyk lub płacz działa. Jest jak czarodziejska różdżka, za dotknięciem której mama ustępuje. Kiedy wychodzą na spacer, demonstruje to przed sklepem z zabawkami i matka też się zgadza. Dostaje potwierdzenie, że to działa . a jak działa , to należy tego używać.



Czyli co ? Ma tak krzyczeć nawet dwie godziny? Aż się zmęczy?


No nie do końca tak. Zawsze trzeba spróbować przeczekać, ale też nie przedłużać tej sytuacji. Jeśli dziecko nie przestaje ,trzeba wziąć je pod pachę i wyjść ze sklepu. Nawet jeśli przechodzący ludzie powiedzą ;Jaka wyrodna matka". Jak będziemy patrzeć na to co ludzie powiedzą , to nigdy dobrze nie wychowamy dziecka. Ważne jest też to , jak matka się zachowuje. Jeśli krzyczy na dziecko, szarpie , bije,to chyba rzeczywiście jest niedobrą matką. Ale jeśli spokojnie tłumaczy lub się na coś zgadza...Cóż, po prostu nie pozwala, by dziecko zgubiło granicę.

Ale czasem serce boli patrzeć, jak nasze dziecko płacze.

Tak, tylko że następnym razem będzie płakało głośniej i dłużej, bo wie że to działa. Przełóżmy tą sytuację na relacje dorosłych. Oto widzę przepiękne białe futro, no po prostu cudo, które muszę mieć ,ale mój mąż mówi;,,nie teraz,mamy inne wydatki". Rzucam się wiec na podłogę , płaczę , krzyczę,że muszę mieć toi futro. Kup , bo przyjdzie fotoreporter z ,,Faktu", zrobi zdjęcie i napiszą ,że superniania oszalała. Mąż kupuje więc mi to futro.I co ja robie?Wchodzę do sklepu z butami i już wiem, co zrobić,by kupił mi nowe buty. i tego uczymy nasze dzieci.


A czy maluch domagając się nowej zabawki, na pewno chce kolejnego misia , czy raczej jest to wołanie; ,,Pobaw się ze mną"?

Rożnie bywa. Czasem maluch chce zwyczajnie postawić na swoim, ale niekiedy chce zwrócić na siebie uwagę. Obserwuje różne mamy na spacerze z dzieckiem. Wiele wychodzi jak z cudzym. Niby pcha ten wózek albo trzyma dziecko za rączkę ,ale gdzieś pędzi , ma zajętą głowę. Ona nie spędza z dzieckiem czasu, tylko ciągnie tago malucha jak kulę u nogi. Niby jest na spacerze z dzieckiem , ale nie poświeca mu nawet pięciu minut. I kiedy maluch chce zwrócić na siebie uwagę matki, musi to zrobić w sposób spektakularny.- rzuca się na ziemię , wrzeszczy;, Nie kocham cię",bije albo ucieka. Mama, która aktywnie jest ze swoim dzieckiem, rozmawia z nim, nie ma takich problemów . Często jeżdżę komunikacją miejską i obserwuje matki z dziećmi ,,Cicho bądź " - mówi do malucha. Gdyby ona z nim rozmawiała, mówiła wierszyk,  , pokazywała , co jest za oknem, to dziecko by się nie darło. A maluchowi po prostu się nudzi, kiedy mama czyta gazetę albo patrzy bezmyślnie w okno.


Czyli te ,,ataki złości"to normalna sprawa, a nie dowód na to. że dziecko jest źle wychowane?


Oczywiście. U takiego malucha to normalny etap rozwojowy. I jeśli jest dobrze rozumiany przez rodziców i przepracowany, z czasem mija. Często takie histerie urządza sześcio - , siedmiolatek. I to znaczy, że on nie jest wychowywany. Nie że źle wychowany,tylko nie jest wychowany. On musi ciągle  walczyć o swoje, wciąż musi coś udowadniać , cały czas zwracać na siebie uwagę. To, znaczy ,że rodzice przegapili moment, w którym powinni byli powiedzieć;,,Stop"! Takie zachowanie synku, czy córeczko, w ogóle nie wchodzi w grę".Gdy nie ma zasad , dziecko robi, co chce. Jeśli tak zachowuje się sześciolatek, to mamy poważny problem. Bo to już duże dziecko , które przyswoiło swoje metody,zapamiętało , solidnie je utrwaliło i bedzie powtarzało wszędzie; na zakupach, u babci, w szkole.


A można jakoś wyprzedzić atak furii?

Oczywiście. Pod warunkiem , że w domu ustalimy zasady. Umawiamy się ;,Dzisiaj nic nie kupujemy" albo ,,Przy wyjściu kupimy ci lizaka".


Dlaczego niektóre dzieci przechodzą bunt dwulatka, a inne są jak z bajki?


Jeżeli rodzic jest wyedukowany , oczytany, świadomy, już przy pierwszym,,nie" wie,jak ma zareagować. Potrafi przez ten czas buntu mądrze malucha przeprowadzić.


Czy te ataki złości kiedyś miną?
Z tego się wyrasta Ale jeśli nie nauczymy mądrze rozładowywać złości dwulatka, to potem będzie takim złoszczącym się ośmio-,dziesięcio-,a potem osiemnastolatkiem, który będzie agresywny, będzie bił , wyzywał kolegów. bo ta energia musi gdzieś znaleźć ujście.


Dlaczego nasza reakcja jest wtedy taka ważna?


Bo wpływa na całe życie dziecka . Uczy, jak ma radzić sobie ze stresem, z przeciwnościami losu, z odmową , z emocjami ...Tego wszystkiego musimy sie nauczyć , kiedy jesteśmy mali. Jeśli nasze dziecko popełniło błąd i nie zostało skarcone czy ukarane, tylko usłyszało; ,,W porządku , każdy popełnia błędy", to w przyszłości błąd nie będzie dla niego końcem świata. A jak mówimy; Tak nigdy ci sie nie udaje, do niczego się nie nadajesz", to młody człowiek wyrośnie na niepewnego siebie, sfrustrowanego dorosłego o niskiej samoocenie.


rozmawiała Beata Biały z psycholog  Dorotą  Zawadzką
supernianią

Zapraszamy na naszą stronę na google plus

logo przeciwdzialanie narkomaniiCeryfikat ISO 1136/06/2013/J/C

  Leczenie uzależnień, DDA w ramach współpracy  ze STOWARZYSZENIEM STRATEGIA  tel. 609 171 715

 

 

 

 

 

 

 

 

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie