Psychiatra - artykuły

U PSYCHIATRY - PANIE DOKTORZE CZY JESTEM NORMALNY? PROBLEM PRAWIDŁOWOŚCI PSYCHOLOGICZNEGO FUNKCJONOWANIA U LUDZI ZDROWYCH PSYCHICZNIE

 

Tak, tak - odpowiedział Faria z gorzkim uśmiechem 
- tak, to ja uchodzę za wariata; moim to kosztem bawią się 
od dawna tak wyśmienicie mieszkańcy tego więzienia 
i byłbym igraszką dla dziatwy, gdyby dzieci przemieszkiwały 
w tym siedlisku beznadziejnej męki.
Aleksander Dumas, "Hrabia Monte Christo"

 

Zarówno w psychologicznej, jak i lekarskiej praktyce klinicznej, a nawet w sytuacjach prywatnych zdarza się często, że pacjent, członek rodziny pacjenta lub inna osoba wyraża obawy o stan własnego zdrowia psychicznego. Ludzie martwią się czasem stanem swoich władz umysłowych, obserwując u siebie niepokojące i dziwne w ich mniemaniu objawy. W rzeczywistości należy pamiętać zwłaszcza o tym, że krytycyzm chorobowy i niepokój o własne zdrowie niezwykle rzadko występują u osób rzeczywiście zaburzonych psychicznie.

Ujmując rzecz kolokwialnie: sam fakt, że dana osoba martwi się swoim stanem psychicznym wskazuje, że najprawdopodobniej nie dzieje się z jej psychiką nic szczególnie groźnego - będzie o tym mowa m.in. w rozdziale dotyczącym zaburzeń psychotycznych. Niemniej jednak nie należy lekceważyć drobnych, niepokojących stanów pogorszenia funkcjonowania psychologicznego, zwłaszcza jeżeli nie ustępują przez dłuższy czas lub gdy w sposób istotny utrudniają radzenie sobie w codziennych sytuacjach życiowych. Zazwyczaj bywa tak, że chory trafia do specjalisty za namową, pod naciskiem lub wręcz pod przymusem ze strony najbliższych, bywają jednak i tacy pacjenci, którzy sami zgłaszają się do lekarza psychiatry czy psychologa, dotyczy to jednak raczej zaburzeń emocjonalnych "lżejszego kalibru". 

W tym artykule zostaną szczegółowo opisane przypadki drobnych i niegroźnych, a jednocześnie często niepokojących dla przeżywającej je osoby zaburzeń w zakresie funkcjonowania psychologicznego. Podane przykłady wydadzą się zapewne znajome i bliskie wszystkim Czytelnikom. Wynika to z faktu, że nie ma na świecie osoby całkowicie wolnej od problemów natury psychicznej czy emocjonalnej, podobnie jak - z drugiej strony - nie istnieje człowiek całkowicie i do reszty zaburzony psychicznie, osoba, w której kondycji mentalnej nie istniałyby obszary względnie dobrego przystosowania i funkcjonowania. 

W szerszej perspektywie pojawia się w tym momencie odwieczny dylemat "jeszcze zdrowie czy już choroba?", czyli pytanie o granicę pomiędzy zdrowiem a chorobą psychiczną. Tak naprawdę dylemat ten bywa często nie do rozwiązania - na nieskończonym kontinuum procesów i zjawisk psychicznych, uczuciowych i duchowych istnieje bowiem taka rozmaitość najróżniejszych przypadków i możliwości, że niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie z całą pewnością stwierdzić, czy mamy do czynienia ze stanem prawidłowym czy patologicznym. Granica pomiędzy zdrowiem a zaburzeniami psychicznymi jest bowiem zawsze płynna i nieostra. Warto także podkreślić, że to, co w danym kraju czy kręgu kulturowym, a nawet środowisku uznawane jest za nieprawidłowe czy chorobliwe, niekoniecznie musi takie być w innej kulturze i odwrotnie. Jako przykład podać można chociażby gotowość czy skłonność do dokonywania samookaleczeń - w kulturze europejskiej takie tendencje uważane są za objaw poważnych zaburzeń emocjonalnych, istnieją jednak narody, w których rozmaite akty autoagresji są elementem zaawansowanych praktyk religijnych i duchowych o głębokim znaczeniu i sensie i jako takie są zjawiskiem nie tylko normalnym, ale i pożądanym. 

Stąd, ani na gruncie psychologii, ani medycyny do dziś nie zostało stworzone żadne precyzyjne narzędzie pomiarowe, które w przypadkach spornych i niepewnych, a o takich tu mowa, pozwalałoby udzielić jasnej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to, czy w przypadku konkretnej osoby badanej drobne nieprawidłowości są już stanem chorobowym i wymagają interwencji specjalistycznej, czy też mamy do czynienia z chwilowym i przemijającym obniżeniem sprawności umysłowej. 

W psychologicznej diagnostyce klinicznej specjaliści posługują się zazwyczaj mniej lub bardziej zaawansowanymi i skomplikowanymi metodami testowymi, pozwalającymi na, ściślejszą niż wywiad i obserwacja, ocenę ewentualnych dysfunkcji w zakresie funkcjonowania psychologicznego. Rola tych narzędzi jest jednak raczej pomocnicza - pozwalają one na skrócenie i uproszczenie psychologicznego procesu diagnostycznego oraz na uzyskanie usystematyzowanych i konkretnych danych na temat konstrukcji osobowościowej i kondycji mentalnej badanego pacjenta. Nie należy bowiem zapominać, że ludzka natura i konstrukcja psychiczna są zagadnieniami zbyt skomplikowanymi, zmiennymi i wieloaspektowymi, by można było je badać i opisywać w kategoriach bezwzględnych i jednoznacznych. 

Tak wśród pacjentów, jak i wśród uczestników badań, a nawet wśród specjalistów innych niż psychologia dyscyplin naukowych powszechne jest natomiast oczekiwanie, że wynik psychologicznego badania kwestionariuszowego, zazwyczaj przedstawiony w formie efektownego wykresu (nazywanego psycho- lub profilogramem), pozwoli udzielić precyzyjnej odpowiedzi na pytanie o wszelkie psychologiczne cechy i obszary ewentualnych zaburzeń zainteresowanego. Również wielu diagnostom towarzyszy przesadna ufność i wiara w nieomylność psychologicznych narzędzi pomiarowych. Tymczasem podkreślić należy, że narzędzia te są niezwykle podatne na najrozmaitsze przekłamania i zafałszowania, zaś otrzymany w wyniku badania rezultat należy traktować wyjątkowo ostrożnie i w ramach podejmowanej interpretacji łączyć otrzymany wynik z wiedzą pochodzącą ze wszelkich innych dostępnych źródeł informacji, takich jak wywiad, obserwacja, rozmowa z najbliższymi osobami pacjenta i inne. Tylko przyjęcie odpowiednio szerokiej i popartej rzetelną teoretyczną i praktyczną wiedzą o ludzkiej naturze (a zwłaszcza o zaburzeniach psychicznych) perspektywy badawczej daje szansę uzyskania możliwie jasnego i użytecznego obrazu sytuacji. 

Wracając do drobnych nieprawidłowości psychologicznych u ludzi zdrowych, należy przede wszystkim jeszcze raz podkreślić, że nie istnieją jednostki całkowicie wolne od problemów natury psychicznej czy duchowej. Z drugiej strony doświadczenie codzienne uczy, że niektóre osoby radzą sobie w życiu znacznie lepiej niż inne. Zdarzają się nawet ludzie sprawiający wrażenie psychologicznie doskonałych - są to osoby dojrzałe, dobrze przystosowane, o jednolitej i zintegrowanej strukturze osobowości i wypracowanych skutecznych psychologicznych mechanizmach radzenia sobie z przeciwnościami losu. 

Szczegółowy opis cech dobrego przystosowania psychologicznego zawarłem w rozdziale dotyczącym podstawowych zasad higieny psychicznej. W tym miejscu zapewnię tylko, że również takie osoby miewają momenty gorszego samopoczucia, załamania odporności emocjonalnej czy poczucia zupełnej bezradności w obliczu trudnej sytuacji życiowej. Problem nie polega więc na tym, co zrobić, żeby nie mieć problemów natury psychologicznej - taka sytuacja jest niemożliwa, a z pewnych względów nawet niepożądana - lecz na tym, jak skutecznie radzić sobie w sytuacjach zagrożenia zdrowia i równowagi psychicznej. Podsumowując, należy powiedzieć, że najbardziej użyteczną i praktyczną kategorią oceny własnej kondycji psychicznej jest kategoria jakości radzenia sobie w różnych sytuacjach życia codziennego - problem zaczyna być niepokojący wówczas, kiedy w znacznym stopniu utrudnia lub uniemożliwia codzienne funkcjonowanie. 

Niemniej ważna jest odpowiedź na pytanie, czy obserwowane zaburzenia powodują cierpienie i dyskomfort osoby je przeżywającej lub kogoś z otoczenia. Jeżeli pokonanie problemu lub przetrwanie trudnego okresu wykracza poza zdolności adaptacyjne danej osoby, nieuchronnie dochodzi do zaburzenia stanu psychicznej homeostazy (równowagi) organizmu. To z kolei pociąga za sobą mniej lub bardziej poważne załamanie się ludzkich możliwości przystosowania i wówczas konieczna staje się interwencja psychologiczna i/lub medyczna. Warto dodać, że gotowość do zwrócenia się o wsparcie i korzystania z pomocy specjalistycznej też jest pewnym wskaźnikiem dojrzałości i zaradności życiowej - osoba zagrożona ma pełne prawo i obowiązek szukać rozwiązania swoich trudności, wykorzystując wszelkie dostępne zasoby i środki. Niestety - w społeczeństwach cywilizowanych do dzisiaj pokutuje czasem przekonanie, że człowiek zwracający się o pomoc do psychologa, czy - nie daj Boże! - psychiatry, jest osobą słabą, nieradzącą sobie, która w pewien sposób zawiodła. 

Przekonanie to powoli, ale skutecznie zmienia się zresztą, podobnie jak zmienia się epidemiologia zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. Problemy natury psychologicznej w cywilizowanym świecie stają się coraz bardziej powszechne, coraz częściej też ludzie sięgają po pomoc specjalistyczną. Na przestrzeni dziejów ludzkiego gatunku nieodłączne problemy i bolączki życia codziennego zawsze skłaniały ludzi do szukania rady czy wsparcia u osób w tym wyspecjalizowanych, niezależnie od tego, czy był to szaman plemienny, ksiądz, lekarz czy psycholog. W razie jednak, gdy człowiek radzi sobie w życiu codziennym świetnie, a pomimo tego jest zaniepokojony stanem swoich władz umysłowych, warto poznać podstawowy zestaw powszechnych i popularnych, drobnych dysfunkcji psychologicznych niebędących wskazaniem do poszukiwania wsparcia specjalistycznego. W dalszej części artykułu zawarto opis i zwięzłą analizę takich stanów. 

Złudzenia zmysłowe


Ludzki system poznawczy jest wysoce zaawansowanym biologicznie mechanizmem, w normalnych warunkach umożliwiającym orientację w otaczającym świecie, gromadzenie i przechowywanie wiedzy o nim oraz aktywne i twórcze tego świata przekształcanie. Ostatecznym odbiorem i analizą wszelkich informacji płynących ze świata zewnętrznego zajmuje się ośrodkowy układ nerwowy (OUN). Pełni on rolę centralnego zarządcy wszelkich innych wchodzących w skład ludzkiego organizmu układów i, metaforycznie: jest odpowiednikiem centralnego procesora w komputerze multimedialnym. Narządy zmysłów stanowią pierwszą bramkę, przez którą przechodzi każda płynąca ze świata fizycznego informacja. Zarówno w samej informacji, jak i w pracy narządów zmysłów zdarzają się drobne nieprawidłowości i przekłamania powodujące, że powstające w OUN wrażenie nie do końca odpowiada rzeczywistemu zdarzeniu czy zjawisku. W taki sposób powstają rozmaite złudzenia: wzrokowe, słuchowe, dotykowe, węchowe czy smakowe. W przypadku człowieka zdrowego psychicznie prędzej czy później (zazwyczaj zresztą prędzej niż później) następuje krytyczna refleksja i konstatacja, że zaobserwowane zjawisko było tylko złudzeniem, rzeczywistość zaś ma się zgoła inaczej. Zdrowy układ nerwowy jest poza tym wyposażony w wypracowane w toku ewolucji zaawansowane mechanizmy kontrolne i korekcyjne, umożliwiające ocenianie na bieżąco rzeczywistości zmysłowej i skuteczne odróżnianie prawdy od fałszu. Warto tutaj rozróżnić złudzenie i halucynację (omam): złudzenie jest natychmiast jednoznacznie oceniane jako fałszywe, halucynacjom zaś nie towarzyszy krytyczny osąd prowadzący do przekonania o ich nieprawdziwości (więcej na ten temat w rozdziale dotyczącym psychoz, patrz także rozdział Podręczny słownik psychopatologii

Nieco anegdotycznie można powiedzieć, że pacjent skarżący się lekarzowi: "Panie doktorze, mam dziwne halucynacje" zdradza jednocześnie, że tak naprawdę nie doświadcza omamów. Do najpowszechniej występujących złudzeń należą bez wątpienia złudzenia wzrokowe. Liczne rodzaje najpowszechniejszych "przywidzeń" znane są najprawdopodobniej każdemu z życia codziennego. Wystarczy podać przykład złudzenia kałuży wodnej na suchej drodze, częstego zwłaszcza w słoneczną pogodę -z pewnej odległości wydaje się nam, że na drodze znajduje się kałuża, w której odbijają się nawet jak w lustrze pobliskie przedmioty. Im bliżej owej "kałuży", tym wyraźniej widać, że droga jest sucha i czysta. Wrażenie to spowodowane jest szczególnym zjawiskiem optycznym i jest doskonałym przykładem złudzenia wzrokowego, wobec którego wszyscy jesteśmy zazwyczaj krytyczni. 

Inną kategorią niezwykłych zjawisk wzrokowych są tzw. powidoki. Jako przykład można podać wrażenie optyczne powstające bezpośrednio po spojrzeniu wprost na świecącą żarówkę - długo potem w polu widzenia utrzymuje się jasny i wyraźny obraz żarzącego się łuczywa. Zjawisko to jest najprawdopodobniej spowodowane pewną bezwładnością procesów nerwowych - silne pobudzenie wzrokowych narządów zmysłowych utrzymuje się przez jakiś czas po ustaniu bezpośredniej stymulacji bodźcowej. Szczególnym przykładem powidoku jest wrażenie przemieszczania się nieruchomego otoczenia, jeśli obserwator siedzi w pojeździe, który zatrzymał się po długim czasie ruchu. Można tego doświadczyć zwłaszcza w pociągu - jeżeli pasażer przez dłuższy czas obserwował otoczenie za oknem, po zatrzymaniu się pociągu na stacji odnosi wrażenie, że ziemia i inne widoczne elementy krajobrazu przemieszczają się w kierunku przeciwnym do tego, w którym poruszał się pociąg. 

Innych przykładów złudzeń wzrokowych można by podać wiele. Złudzenia, jakich doświadczamy w życiu codziennym, dotyczą też innych zmysłów. Niewątpliwie każdemu z nas zdarza się słyszeć dziwne dźwięki, melodię lub odgłosy przypominające rozmowę, gdy w najbliższym otoczeniu nie ma źródeł mogących generować bodźce tego rodzaju. Mówimy wówczas, że "coś nam się przesłyszało". Podobnie jak złudzenia wzrokowe, zjawiska takie są normalnym stanem rzeczy i nie powinny nikogo niepokoić. To samo można powiedzieć o drobnych wrażeniach dotykowych, węchowych czy smakowych. Należy pamiętać, że każdy z nas ma w układzie nerwowym nieskończoną niemal liczbę zakodowanych informacji, na przykład na temat smaku i zapachu potraw czy substancji chemicznych, i że wrażenie tak naprawdę nigdy nie powstaje w ustach, w nosie czy na skórze, ale zawsze w odbiorczych i kojarzeniowych obszarach ośrodkowego układu nerwowego. Stąd, nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której pewne okolice kory mózgowej z różnych przyczyn generują spontaniczną aktywność elektryczną - wrażenie powstaje wówczas zupełnie niezależnie od cech obiektywnej, otaczającej nas w tym momencie rzeczywistości zmysłowej. 

Z tematem tym łączy się także zjawisko synestezji, czyli przenikania się zmysłów - wystarczy zwrócić uwagę na przypadki, kiedy widząc zdjęcie znanej potrawy przez ułamek sekundy czujemy jej zapach, a nawet smak. Jest to doskonały przykład wpływu bodźców wzrokowych na wrażenia smakowe i zapachowe. Wrażenie zapachu i smaku powstaje tu zupełnie bez udziału substancji chemicznych, które w normalnej sytuacji uzasadniałyby przeżywane odczucia zmysłowe. 

Zjawisko deprywacji sensorycznej


Aby dobrze funkcjonować, ludzki układ nerwowy potrzebuje w każdym momencie pewnej zdrowej dozy stymulacji bodźcowej. Pozbawiony tej stymulacji zaczyna działać nieprawidłowo. Przypuszcza się, że w warunkach deprywacji sensorycznej, czyli w obecności monotonnych i ubogich bodźców, zaczyna produkować własną, wewnętrzną stymulację, odbieraną na poziomie świadomości jako wrażenia płynące z zewnątrz. Mówiąc wprost - jeżeli zdrowemu człowiekowi na wiele godzin zawiążemy oczy lub umieścimy go w pomieszczeniu całkowicie zaciemnionym, po pewnym czasie zacznie on doznawać halucynacji wzrokowych. Doznania te bywają tak żywe, że osoba je przeżywająca pozostaje wobec nich bezkrytyczna i z tego punktu widzenia możemy tu rzeczywiście mówić o omamach w pełnym tego słowa znaczeniu. Przypuszcza się, że zjawisko to wynika z obronnych mechanizmów układu nerwowego, który wytwarza sztuczne wrażenia zmysłowe w celu podtrzymania własnej aktywności i homeostazy (równowagi) czynnościowej w obrębie swoich struktur. Po powrocie do normalnych warunków bodźcowych człowiek poddany deprywacji sensorycznej znów funkcjonuje prawidłowo. Ze zjawiska deprywacji sensorycznej wynikają najprawdopodobniej dobrze znane zawodowym kierowcom przypadki przeżywanych przez nich na drodze halucynacji wzrokowych. Po kilku (kilkunastu) godzinach monotonnej jazdy w ubogich bodźcowo warunkach, na przykład w nocy na autostradzie, kierowca miewa czasem niezwykłe wrażenie, że na drodze pojawiają się rozmaite przedmioty lub nawet ludzie. Znajomy kierowca ciężarówki opowiadał mi kiedyś, jak zmęczony długą i nudną jazdą samochodem, zbliżając się do skrzyżowania z przerażeniem zaczął gwałtownie hamować przed stojącą na światłach białą zastawą. Wyhamowawszy, z najwyższym zdumieniem stwierdził, że nie tylko nigdzie w pobliżu nie ma białej zastawy, ale że jest całkowicie sam na pustej drodze. Jest to dość niecodzienny, lecz nie patologiczny objaw wyraźnie wskazujący na konieczność przerwania jazdy i podjęcia co najmniej kilkugodzinnego odpoczynku. 

Inny znajomy, ceniony psycholog akademicki, opowiadał kiedyś o złudzeniach czy nawet halucynacjach, jakich doznawał po kilku dniach samotności w nieco monotonnym krajobrazowo środowisku górskim. Spragniony ludzkiej bliskości i towarzystwa nie mógł oprzeć się ciągle powracającemu złudzeniu, że w pobliżu słychać wesołe rozmowy wędrujących turystów, co niezmiennie okazywało się niezgodne z prawdą. 

Życzeniowe zabarwienie spostrzeżeń


Warto wspomnieć o jeszcze jednym niegroźnym, choć może trochę niezwykłym, związanym ze spostrzeganiem zjawisku, które nazywam życzeniowym zabarwieniem spostrzeżeń. Zdarza się często, że bardzo niecierpliwie na coś czekamy lub usilnie czegoś pragniemy. Nasze myśli koncentrują się wtedy na przedmiocie pożądania czy oczekiwania i wówczas proces spostrzegania ulega specyficznemu zniekształceniu - mianowicie każda informacja zmysłowa, docierająca do świadomości, zdaje się nieść ze sobą treści dotyczące tego, na czym się koncentrujemy. Przypuśćmy, że młodzieniec czeka w centrum miasta na swoją dziewczynę. Wygląda jej niecierpliwie i każda wychodząca zza rogu kobieta zrazu wydaje mu się tą, na którą czeka. Z większej odległości, w pewnych warunkach nawet mężczyzna może być wzięty za ukochaną (w tej sytuacji pragnienie przywitania ukochanej naprawdę musi być skrajnie silne!). Zjawisko to występuje bardzo często, kiedy w obcym mieście usiłujemy znaleźć jakieś interesujące nas miejsce, na przykład sklep motoryzacyjny. Zdarza się wtedy, że każdy widziany szyld sklepu czy zakładu usługowego wydaje nam się tym szukanym, co często okazuje się przekonaniem błędnym. Życzeniowe zabarwienie spostrzegania jest dobrym przykładem tego, jak dyspozycje wewnętrzne - poznawcze i emocjonalne, mogą zniekształcać wrażenia płynące z obiektywnej rzeczywistości. 

Efekt ten dotyczy zresztą nie tylko zmysłu wzroku - podobnym zniekształceniom może ulegać materiał słuchowy i pewnie w określonych warunkach także związany z innymi zmysłami. W przypadku słuchu przykładem może być sytuacja, w której dana osoba pragnie usłyszeć ulubiony, dawno niesłyszany utwór muzyczny. Zdarza się czasem, że słuchając źle dostrojonego lub znacznie oddalonego radia, każdą nadawaną piosenkę z początku uznaje za tę, na którą czeka - jej system poznawczy zniekształca więc docierające dźwięki zgodnie z odczuwaną w danym momencie potrzebą. Podsumowując, należy wyraźnie podkreślić, że wszelkie opisane zjawiska, mimo iż niecodzienne, a nawet nieco dziwne, pozostają zazwyczaj w granicach psychologicznej normy, jeżeli tylko towarzyszy im krytyczny osąd, a przeżywająca je osoba traktuje je z niezbędnym dystansem i zdaje sobie sprawę z ich nierealności. 

Psycholog dodaje otuchy pacjentce

Warto wspomnieć, że złudzenia mogą dotyczyć nie tylko zewnętrznego materiału zmysłowego. Układ nerwowy odbiera i przetwarza także informacje zmysłowe pochodzące z wnętrza ciała (zmysł propriocepcji, zmysł kinestezji, równowagi) - dzięki temu wiemy na bieżąco, co dzieje się w naszym organizmie, jak położone są względem siebie poszczególne jego części itd. Należy pamiętać, że zaburzenia w odbiorze informacji dotyczących własnego ciała mogą być istotnym sygnałem zaburzeń psychicznych, zwłaszcza, jeśli dana osoba nabiera przekonania o radykalnych zmianach w obrębie narządów wewnętrznych, o zmianie ich liczby, jakości itd. Dla przykładu: w schizofrenii zdarzają sięobjawy cenestopatyczne pacjentowi wydaje się, że brakuje mu jakichś organów lub że organy istniejące zmieniły swój kształt, liczbę, stan skupienia, sprawność funkcjonowania. W odróżnieniu od wcześniej opisanych, popularnych złudzeń zmysłowych, objawy takie zawsze wymagają bezwzględnej konsultacji lekarskiej. 

Przejściowe stany osłabienia sprawności intelektualnej


Niezależnie od tego, jak wysoki iloraz inteligencji ma każdy z nas, bez wątpienia wszyscy miewamy lepsze i gorsze dni. Oznacza to, że nawet najwybitniejszym intelektualistom zdarzają się momenty obniżenia sprawności poznawczej, a najbardziej płodnym twórcom - dni twórczej niemocy. W obecnych zwariowanych czasach niezwykle trudno jest na co dzień dysponować pełnią sił intelektualnych i niezmiennie imponować błyskotliwą elokwencją. W porównaniu z naszymi przodkami dysponujemy dziś o wiele szerszą i doskonalszą wiedzą na temat wszechświata, nierównie łatwiejszym dostępem do wszelkich informacji i znacznie szerszymi możliwościami wykorzystania posiadanych zasobów informacyjnych. Z drugiej strony - nasze mózgi podlegają nieporównywalnie większym obciążeniom i to nie tylko w związku z nadmiarem wiedzy, jaką należy zgromadzić, lecz przede wszystkim z uwagi na wielość bodźców i wrażeń, jakie odbieramy każdego dnia i każdej godziny. W poprzednim podrozdziale opisano zjawisko związanej z monotonią i nudą deprywacji sensorycznej, w tym miejscu należy zaś wspomnieć o zjawisku przeciwnym - o przeciążeniu systemu poznawczego przez nadmiar niepotrzebnej stymulacji. 

Przeciążenie poznawcze. Zjawisko hamowania ochronnego


Ludzki układ nerwowy musi być pobudzany i musi pracować na pewnym poziomie aktywności, żeby zachować plastyczność, reaktywność i zdrowie. Należy jednak pamiętać, że dla układu nerwowego istnieje pewne optimum stymulacji, zapewniające prawidłową pracę poszczególnych jego struktur ? tak zbyt słabe, jak i zbyt silne pobudzenie prowadzi do uruchamiania rozmaitych procesów obronnych. W przypadku deprywacji sensorycznej są to procesy opisane w poprzednim podrozdziale. Przeciążenie układu nerwowego w sytuacji nadmiernej sytuacji bodźcowej powoduje włączenie mechanizmów tak zwanego hamowania ochronnego. Bywa, że pacjenci pytają, dlaczego w sytuacji silnego, przewlekłego stresu, kiedy wydaje im się, że nie uniosą już dłużej ciężaru problemów i za chwilę nieuchronnie nastąpi katastrofa (zazwyczaj w postaci choroby psychicznej: "Panie doktorze, jeszcze moment i nie wytrzymam, zwariuję"), doznają nagle uczucia zupełnej obojętności, a nawet rozluźnienia, relaksacji, dystansu do całej sytuacji. Jedno z wyjaśnień brzmi: ponieważ komórki kory mózgowej znajdują się w fazie hamowania ochronnego. Ujmując rzecz prościej: ponieważ układ nerwowy jest układem elektrycznym, musi istnieć coś w rodzaju bezpiecznika chroniącego struktury nerwowe przed uszkodzeniem lub destrukcją na skutek przeciążenia. W sytuacji, gdy pobudzenie komórek jest zbyt duże i istnieje ryzyko ich uszkodzenia, zaczyna działać mechanizm hamowania ochronnego i pobudzenie w obrębie układu nerwowego niemal natychmiast spada. Na poziomie świadomości jest to odbierane jako uczucie nieoczekiwanej relaksacji i luzu psychicznego - ten błogi stan trwa jednak zazwyczaj tylko przez jakiś czas i po okresie niezbędnego odpoczynku pobudzenie wzrasta znowu, chyba że sytuacja trudna ulega zmianie lub też pobudzenie zostaje obniżone w inny sposób (za pomocą leków, używek, ćwiczeń relaksacyjnych itp.). 

Jeżeli do stanów przeciążenia dochodzi zbyt często, w układzie nerwowym spadają możliwości przetwarzania dostarczanej stymulacji - układ nerwowy jak każdy układ biologiczny ma prawo się zmęczyć. W związku z faktem, że w dzisiejszym cywilizowanym (czy może raczej zwariowanym) świecie wszyscy rzadziej lub częściej bywamy narażeni na nadmiar stymulacji bodźcowej (i to w zakresie każdego ze zmysłów), nie należy dziwić się okresom zmęczenia w postaci pogorszonej sprawności systemu poznawczego. 

Owa niemoc poznawcza zazwyczaj następuje i jest najwyraźniej odczuwalna w zakresie takich funkcji, jak uwaga lub pamięć dowolna. Wynika to w prosty sposób z faktu, że właśnie te procesy umysłowe są najczęściej i najpowszechniej wykorzystywane w życiu codziennym. W chwilach zmęczenia i przeciążenia zauważamy więc obniżenie zdolności koncentracji uwagi - uwaga jest bardziej podatna na rozproszenie (dystrakcję), a więc trudno jest nam skupić się na ważnych problemach, spadają możliwości przetwarzania danych i wydajność filtru informacji. W skrajnych przypadkach wyczerpania umysłowego dochodzi nawet do stanów tak niepokojących, że wywołują racjonalne i wynikające z instynktu samozachowawczego obawy o własne zdrowie psychiczne. Zgodnie z zasadami higieny psychicznej w miarę możliwości nie należy do tak ekstremalnych sytuacji dopuszczać zbyt często. Postulat ten jest, rzecz jasna, trudny do spełnienia. W opisanych warunkach zaburzony jest nierzadko również proces poprawnego zapamiętywania informacji - stan ten wynika wprost ze wspomnianych nerwowych mechanizmów obronnych, bowiem system poznawczy w sposób naturalny chroni się przed dalszym niebezpiecznym przeciążeniem bodźcowym. 

Pacjenci lub osoby zgłaszające się na konsultację psychologiczną niezwykle często zwracają się do specjalisty z pytaniem o to, w jaki sposób można poprawić poziom funkcjonowania pamięci dowolnej, ponieważ wydaje im się, że ich własne codzienne problemy z zapamiętywaniem zakrawają już na patologię. W rzeczywistości należy zdawać sobie sprawę, że wymaganiom dzisiejszej codzienności coraz trudniej sprostać i nie wynika to z naszej obniżonej sprawności intelektualnej czy z braku umiejętności radzenia sobie, lecz z warunków, w jakich obecnie żyjemy. Porównywanie się z przodkami: "Ech, panie doktorze, mój dziadek w wieku lat osiemdziesięciu miał lepszą pamięć niż ja przed czterdziestką" jest więc porównaniem w dużej mierze niepoprawnym, ponieważ gdyby dziadek żył w warunkach dzisiejszych, miałby zapewne "dużo słabszą pamięć". 

W takich sytuacjach polecam skuteczny i prosty zwyczaj notowania wszelkich istotnych informacji, co do których istnieje uzasadniona obawa, że w natłoku spraw mogą zostać zapomniane. Coraz powszechniejsze problemy z funkcjonowaniem intelektualnym są zresztą zjawiskiem bardzo złożonym i wielowarstwowym, ponieważ na ogólną kondycję poznawczą ma wpływ ogromna liczba powiązanych wzajemnymi zależnościami czynników (ogólny stan zdrowia, dieta, warunki życiowe, wyjściowy poziom inteligencji i określony trening mentalny lub jego brak itp.). Szerzej problem ten zostanie podjęty i opisany w rozdziale dotyczącym codziennej higieny psychicznej. 

Drobne zaburzenia nastroju


Każdy z nas zdaje sobie zapewne sprawę, że nie ma osób, które zawsze cieszyłyby się dobrym humorem, podobnie jak nie istnieją osoby wiecznie smutne i depresyjne. Pomimo iż bywają ludzie zazwyczaj weseli, inni zaś mają tendencję do ciągłego smutku i przygnębienia, każdemu z nas zdarzają się momenty gorszego i lepszego samopoczucia. 

Warto podkreślić, że subiektywne poczucie szczęścia jest tak naprawdę bardziej dyspozycją osobowościową niż funkcją rzeczywistej sytuacji życiowej. Innymi słowy ? bywają osoby szczęśliwe pomimo trudnych, nieraz wręcz beznadziejnych warunków egzystencji i odwrotnie ? ludzie mający, zdawałoby się, wszelkie dane do bezgranicznej szczęśliwości, a wiecznie skwaszeni i nieszczęśliwi. 

Wahania nastroju w pewnym zakresie klinicznego kontinuum depresja-mania (patrz rozdział Zaburzenia afektywne) należą do normalnych zjawisk w życiu każdego człowieka. Stany takie mogą mieć najróżniejsze przyczyny. Do najpowszechniejszych należą tak zwane reaktywne (a więc w reakcji na konkretne zdarzenie, stan rzeczy) zaburzenia nastroju. Są to okresy przygnębienia lub przeciwnie - radości, pojawiające się w odpowiedzi na określone zmiany w otoczeniu i jako takie, jeżeli adekwatne do sytuacji, są zapewne najzupełniej zrozumiałe i nie wymagają dodatkowych wyjaśnień. Sprawa komplikuje się, kiedy dochodzi do zmian nastroju bez żadnych uchwytnych i wyraźnych przyczyn. Zwykle bywa zresztą tak, że przyczyny są możliwe do ustalenia w drodze nieco bardziej wnikliwej analizy i nie jest do tego potrzebna interwencja czy pomoc specjalisty. Do najpowszechniejszych źródeł takich wahań należą niewątpliwie: przemęczenie, choroby somatyczne (cielesne), często jeszcze niezdiagnozowane, drobne nieprawidłowości neurohormonalne (np. zmiany nastroju u kobiet przed menstruacją czy w czasie jej trwania), stany po nadużyciu środków psychoaktywnych, reakcja na niesprzyjające warunki biometeorologiczne czy zmianę pory roku, nieuświadomione i nierozwiązane problemy psychologiczne, wegetatywne zmiany czynnościowe w obrębie autonomicznego ukła du nerwowego i wiele innych. 

Nie należy wpadać w panikę, dopóki nastrój nie wykracza dramatycznie poza ramy zwykłego, codziennego funkcjonowania. Wśród pacjentów nietrudno zauważyć tendencję do natychmiastowego stawiania samemu sobie diagnozy "depresji", kiedy tylko nastrój podejrzanie długo jest obniżony. W rzeczywistości depresja jako taka jest poważnym stanem patologicznym, jest chorobą wymagającą szybkiej i zdecydowanej interwencji medycznej. Nastrój człowieka chorującego na depresję jest permanentnie i dramatycznie obniżony - spada niepomiernie poziom zwykłej aktywności, zanika radość życia i umiejętność cieszenia się czymkolwiek, zamiera napęd życiowy i motywacja, pojawiają się często myśli i tendencje, a nawet próby samobójcze. Stan taki jest stanem przewlekłym i niejednokrotnie trudnym do opanowania, nawet pomimo leczenia z zastosowaniem najnowszych zdobyczy psychofarmakologii (temat opisany szczegółowo w rozdziale dotyczącym zaburzeń afektywnych). Należy więc pamiętać, że od zwykłego smutku i przygnębienia do rozpoznania depresji jest zazwyczaj daleko. 

Depresja szczytu


Dość popularnym i całkiem prawidłowym zjawiskiem jest doświadczanie tak zwanej depresji szczytu. Objaw ten polega na przeżywaniu paradoksalnego poczucia przygnębienia i smutku w sytuacji, kiedy osiąga się jakiś ważny sukces, będący często rezultatem długotrwałych wysiłków i starań. W momencie następującym tuż po długo oczekiwanej realizacji zamierzonego celu następuje czasem uczucie pustki, zagubienia lub wręcz beznadziei. Warto wówczas zdawać sobie sprawę, że depresja szczytu, mimo poważnie brzmiącej nazwy zwyczajowej, jest zjawiskiem normalnym i przemijającym. 

Objawy nerwicowe


Każdemu z nas, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, zdarza się przeżywać objawy nerwicowe. Podłożem wszelkich zaburzeń nerwicowych jest rozmaicie przeżywany i wyrażający się lęk (patrz rozdział Nerwice i inne zaburzenia lękowe). Bywa więc, że czujemy się trochę przestraszeni bez widocznego powodu, niespokojni, nie możemy znaleźć sobie miejsca i wszystko nas irytuje. Zdarza się przy tym, że pobolewa głowa, kręgosłup, rozstrojony jest żołądek, ciężko zasnąć. Są to objawy nerwicowe i zwyczajowo, potocznie mówi się wówczas o "nerwicy". Podobnie jednak, jak samo przygnębienie i obniżenie nastroju nie oznacza od razu depresji, tak w przypadku wymienionych dysfunkcji psychicznych i psychosomatycznych nie należy od razu podejrzewać u siebie nerwicy. W gruncie rzeczy nerwica jest stanem głęboko utrwalonej skłonności do reagowania lękiem w większości sytuacji życiowych i jako taka wymaga interwencji specjalistycznej. Należy podchodzić z odpowiednim dystansem do tych objawów nerwicowych, które od czasu do czasu zdarzają się każdemu. 

Do kategorii objawów nerwicowych należą również tak zwane natręctwa. Z natręctwami mamy do czynienia wtedy, gdy danej osobie towarzyszą uporczywe, trudne do odpędzenia myśli zazwyczaj dotyczące jakiegoś pojedynczego tematu. Dla przykładu: stale martwimy się, czy wychodząc z domu zamknęliśmy drzwi, wyłączyliśmy żelazko, zakręciliśmy gaz itd. Obawy te nie ustępują pomimo nawet wielokrotnego sprawdzenia stanu faktycznego. Do kategorii natręctw zaliczamy również odczuwany przymus bezsensownego liczenia jakichś przedmiotów, na przykład mijanych drzew przy drodze, czy też przymus wykonywania lub powstrzymywania się od jakichś bezsensownych czynności, na przykład unikanie deptania po przerwach między płytami chodnika (czynności przymusowe to właściwie tzw.kompulsje - o tym szczegółowo w rozdziale dotyczącym nerwic). Częstym natręctwem jest zjawisko nucenia w kółko jakiejś znanej melodii, powracania w myślach do jakiegoś pojęcia czy pojedynczego słowa. Objawy te mają często to do siebie, że im bardziej zdecydowanie staramy się ich pozbyć, tym bardziej natrętnie do nas wracają. 

Natręctwa o delikatnym i nieszkodliwym nasileniu zdarzają się czasem każdemu z nas. W swej poważniejszej, klinicznej formie są elementem nerwicy obsesyjno-kompulsywnej (nerwicy natręctw, anankastycznej) i wówczas wymagają leczenia specjalistycznego. 

Objawy podobne do psychotycznych


Wśród powszechnych, drobnych zaburzeń psychologicznego funkcjonowania spotyka się także nierzadko objawy treściowo podobne do objawów choroby psychicznej. Nie należy zapominać, że różnica pomiędzy osobą zdrową a zaburzoną psychicznie dotyczy zwykle głównie natężenia i ilości objawów (patrz rozdział Podstawowe prawa psychopatologii). Można więc spodziewać się, że u osoby nieujawniającej symptomów psychozy obecna będzie czasami pewna ich namiastka, zwłaszcza w chwilach pogorszenia ogólnej kondycji psychicznej. 

Dalej wymieniono najczęściej spotykane u ludzi zdrowych objawy podobne do psychotycznych. 

Nastawienie ksobne (odnoszące)


Zdrowy człowiek podlegający permanentnemu stresowi, wyczerpany i zirytowany trudną sytuacją życiową odnosi czasem wrażenie, że wszystko, co dzieje się wokół niego, w jakiś sposób odnosi się do jego osoby. Przypadkowe uśmiechy, strzępki rozmów zasłyszane na ulicy, a nawet informacje z prasy czy telewizji wydać mu się mogą dziwnie związane z nim, celowo i złośliwie skierowane przeciwko niemu. W takich sytuacjach mówimy o nastawieniu ksobnym lub odnoszącym. Z mniejszym lub większym natężeniem objaw ten może być obecny u każdego z nas, częsty jest zaś zwłaszcza u osób chwiejnych emocjonalnie (potocznie - "nerwicowych"). Dopóki jednak towarzyszy mu krytyczna ocena i analiza prowadząca do korekty wadliwego odbioru rzeczywistości, nie mówimy o objawie psychotycznym, który u osoby chorej urasta do rozmiaru urojeń. Warto także podkreślić, że osoba znajdująca się w trudnej sytuacji wykazuje zazwyczaj tendencje do mniej lub bardziej świadomego poszukiwania w otoczeniu informacji, które mogłyby się z nią wiązać, stąd więc i przekonanie, że wiele neutralnych zdarzeń w jakiś sposób do niej się odnosi. 

Ambiwalencja emocjonalna


Niewątpliwie każdemu z nas zdarza się przeżywać ambiwalentny stosunek do sytuacji, jakiegoś zjawiska czy przedmiotu uczuć. Mawiamy wówczas na przykład, że coś lub kogoś jednocześnie kochamy i nienawidzimy. Zjawisko i pojęcie ambiwalencji ma niezwykle szerokie zastosowanie w psychologii klinicznej i nie tylko. W tym miejscu warto jedynie podkreślić, że w rozsądnych granicach jest zjawiskiem naturalnym i niegroźnym. Poczucie różnowartościowości uczuć w stosunku do jednego obiektu bywa źródłem nieprzyjemnego, czasem wręcz trudnego do zniesienia dysonansu poznawczego. W związku jednak z faktem, że rzeczywistość jest niezwykle wielobarwna, a każde zdarzenie ma zazwyczaj swoje dobre i złe strony, nie należy poczuciem takim zbytnio się przejmować. Innymi słowy - każdy kij ma dwa końce, zaś w stosunku do każdego z tych końców mamy prawo odczuwać różne, nawet przeciwstawne emocje. 

U osoby zdrowej występować mogą naprzemiennie dwie przeciwstawne emocje w stosunku do jednego obiektu i jest ona w stanie tolerować tę sytuację bez większej szkody dla osobowości i samopoczucia. U osoby chorej psychicznie mamy tymczasem do czynienia z jedną emocją o dwóch przeciwstawnych znakach. Bez wątpienia osobie niezaburzonej psychicznie ciężko jest intuicyjnie tę różnicę pojąć. 

Pomimo iż ambiwalencja uznawana jest zazwyczaj za jeden z podstawowych objawów schizofrenii, w praktyce klinicznej nietrudno zauważyć, że mniej nasilone tendencje do przeżywania przeciwstawnych emocji są bardzo wyraźnie obecne w zaburzeniach nerwicowych. 

Złudzenia, czasem na krawędzi halucynacji


Opisane szczegółowo w jednym z poprzednich podrozdziałów. 

Zjawiska przysenne i międzysenne


Pomiędzy stanem czuwania a snu fizjologicznego człowiek doznaje czasami stanów do złudzenia przypominających ostre stany psychotyczne. Po pierwsze - w fazie zasypiania stopniowo spada dyscyplina rozumowania, trudno jest utrzymać tok myśli, wątki myślowe mieszają się i ulegają dziwacznym zniekształceniom. Po drugie - pojawiają się doznania jakościowo niezwykle podobne do omamów - słyszymy dźwięki i widzimy obrazy niemające zgoła nic wspólnego z rzeczywistością. Podobnie rzecz ma się z objawami występującymi pomiędzy poszczególnymi fazami snu (międzysennymi), kiedy pomimo pozornej przytomności człowiek śni nadal, przeżywając w marzeniu sennym niezwykłe zdarzenia, dźwięki i obrazy. Jest to bodaj jedyna naturalna sytuacja, w której człowiek zdrowy może w sposób dosadny przekonać się, co czuje osoba chora na psychozę, stale przeżywająca uporczywe halucynacje. Łatwo wówczas zrozumieć, jak trudnym do zniesienia cierpieniem nacechowana jest prawdziwa choroba psychiczna. 

Monologi w samotności, czyli "Panie doktorze, ja gadam do siebie"


Spokojnie! Chyba każdemu z nas zdarza się "mówić do siebie", czyli formułować myśli na głos, nawet w całkowitej samotności, niektóre osoby mają nawet stały zwyczaj "rozmawiania ze sobą". Należy wyraźnie odróżnić to zjawisko od sytuacji, w której osoba chora psychicznie mówi w odpowiedzi na nękające ją halucynacje słuchowe - "prowadzi dialog" ze słyszanymi przez siebie głosami omamowymi.

Nagłe, niekontrolowane wybuchy złości, napady agresji, zachowania agresywne


W sytuacji długotrwałego obciążenia emocjonalnego na skutek jakiegoś poważnego problemu możemy mieć do czynienia ze stałym wzrostem pobudzenia nerwowego, aż do granicy wytrzymałości. Podobnie jak tama spiętrzająca wodę, również ludzkie mechanizmy samokontroli emocjonalnej i behawioralnej mają swoją określoną wytrzymałość, zaś wytrzymałość każdego mechanizmu jest z natury rzeczy ograniczona. Jeżeli poziom stymulacji przekracza pewien określony próg, może dojść do załamania się osobowościowych barier zabezpieczających. Zdarza się wówczas, że osoba podlegająca skrajnemu obciążeniu emocjonalnemu reaguje nagłym, nieracjonalnym wybuchem złości i agresji słownej, a nawet, rzec można, zbrojnej. 

Kumulacja drobnych utrapień


Podobnie rzecz ma się w przypadku tak zwanej kumulacji drobnych utrapień. Wyobraźmy sobie trzydziestoletniego pana Damazego, spieszącego się na pociąg, który zaraz odjedzie. Od wczesnego rana pan Damazy skarży się na skrajnie nasilony ból zęba trzonowego u góry po lewej stronie (od tego bólu już gwiazdy widzi przed oczami!), pogoda jest nieszczególna, musiał więc odwołać ulubioną poranną rozrywkę - partię tenisa pod gołym niebem. 

Dostał dziś cztery urzędowe pisma - jedno wzywające do natychmiastowej zapłaty podatku od gruntów, których nie posiada, drugie zawiadamiające o wygaśnięciu ubezpieczenia na życie i trzecie - informujące o poczynionym przez jego małżonkę, z którą się właśnie rozwodzi, gigantycznym zadłużeniu w ramach jego osobistego konta w banku, do którego, z miłości, umożliwił żonie pełny dostęp. Z czwartego wynika, że od czternastu lat jest ojcem mieszkających pod Swarzędzem trojaczków, zaś ich matka domaga się natychmiastowego uregulowania zaległych alimentów. Chwilę potem pan Damazy ze zdumieniem dostrzega, że stracił ostatnio sporo włosów, przybyło mu zmarszczek, czego w nawale obowiązków dotychczas nie zauważył, i że nie grzeszy już tak olśniewającą jak kiedyś urodą. Tuż przed jego wyjściem z domu pękła rura nad umywalką, kiedy zaś zakręcił główny zawór wody, potknął się i wylądował w sporej kałuży rozlanego na podłodze oleju spożywczego. Klucz w zamku zaciął się dzisiaj wyjątkowo złośliwie, zaś na parterze pękła panu Damazemu sznurówka w prawym bucie. 

Pan Damazy - na co dzień oaza spokoju - z niecenzuralnym okrzykiem, określającym bardzo wulgarnie kobietę lekkich obyczajów z dodaniem słowa "matka" w staropolskiej formie, kopie z rozmachem w stojący na klatce blaszany śmietnik. Świadek tego zdarzenia - pani Eulalia, dozorczyni myśli sobie: "Cóż za beznadziejny przypadek agresora i bandyty. Nic dobrego już z niego nie będzie". Pani Eulalia nie wie, że pęknięte sznurowadło było tylko kroplą, która przepełniła czarę goryczy. Ponieważ pan Damazy mieszka w tym bloku od niedawna, dozorczyni nie zna go jeszcze osobiście. W jej oczach pan Damazy jest być może niebezpiecznym psychopatą, zdegenerowanym alkoholikiem i narkomanem, kto wie, może nawet jest chory psychicznie. Pan Damazy natomiast do końca dnia będzie żałował, że wbrew samemu sobie dał się ponieść emocjom i zachował się tak niestosownie w obecności zauważonej poniewczasie damy. Kilka dni potem, po powrocie do domu, zajrzy do dozorczyni z bukietem kwiatów i butelką dobrego wina. W trakcie wspólnego wieczoru pani Eulalia, po kilku lampkach, dowie się o bieżących szczegółach prywatnego życia nowego lokatora i ze zdumieniem odkryje, że nie tylko nie jest on agresywny ani chory psychicznie, ale jest przemiłym, czarującym i elokwentnym, zasługującym na wszelkie wsparcie i współczucie dżentelmenem. 

Każdemu z nas zdarza się stracić kontrolę nad swoim zachowaniem i nie musi to świadczyć o zaburzeniach psychicznych, zwłaszcza w sytuacji, kiedy podlegamy długotrwałemu napięciu, jesteśmy przemęczeni i wyczerpani lub kiedy spada na nas nagle zbyt wiele przekraczających nasze możliwości adaptacyjne problemów. 


Autor: Wojciech Imielski


Autor jest psychologiem, trenerem umiejętności psychologicznych, biegłym sądowym w zakresie psychologii, rysownikiem. Zainteresowania naukowe koncentruje wokół psychologii klinicznej człowieka dorosłego (głównie uzależnień od substancji psychoaktywnych), psychologii sądowej (głównie psychologia zeznań świadków) i psychologii społecznej (głównie psychologia wpływu społecznego i manipulacji). 

Artykuł stanowi fragment z książki Autora pt. "Zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Przewodnik popularnonaukowy". Opublikowano za zgodą Wydawcy. 

 

Zródło:

 http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=510

Zapraszamy na naszą stronę na google plus

 

logo przeciwdzialanie narkomaniiCeryfikat ISO 1136/06/2013/J/C na okres 2013-2015

  Leczenie uzależnień, DDA w ramach współpracy  ze

STOWARZYSZENIEM STRATEGIA  tel. 609 171 715

 

 

 

 

 

 

 

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie